niedziela, 7 kwietnia 2013

CebuLova :)

Niewątpliwym plusem operowania kolana w Warszawie jest możliwość spotkania się ze znajomymi :)
Co prawda jest to jeden z nielicznych plusów..a właściwie jedyny..no ale.. !
Wczoraj odwiedziłam Monikę i jej moją ulubioną kuchnię..starym zwyczajem na wstępie padło pytanie        "Co jemy?"  To się już chyba nigdy nie zmieni.. zawsze muszę coś tu ugotować..
z resztą od tego zaczęła się kuchnia z kotem, więc i po dłuższej przerwie
nie mogłam inaczej zacząć...zwłaszcza, że jest z kim gotować :)

W kuchni Moniki zawsze jest dużo kotów, wiadomo.. kuchnia = jedzenie, a koty.. żarte są :)
Koty można podzielić na : głodomory dochodzące, chwilowych wpadaczy , stałych bywalców.
Głodomory dochodzące czyli te, które jak tylko usłyszą dźwięk noża wpadają do kuchni w nadziei na żarcie,
chwilowi wpadacze czyli te, które kontrolnie zajrzą co się tam dzieje, bo a nóż widelec coś im skapnie,
stali bywalcy czyli te, które po prostu z kuchni nie wychodzą.
Swoją drogą.. można sobie wyobrazić jakich gabarytów musi być ostatnia grupa :)

Ku mojej uciesze , do ostatnich dołączyła nowa tymczaska o wdzięcznym imieniu MOP !
Historia Mopki wygląda następująco : Kierowniczka schroniska poinformowała wolontariuszy, że od kilku dni kręci się tam dziki kot. Dziki ten kot, wyjada innym kotom z misek, tłucze je pewnie..
w ogóle szatan nie kot ! Trzeba coś z nim zrobić, a przecież nie ma dla niego miejsca.. "O tam jest..tam.."
Oczom wolontariuszy ukazał się mały czarno-srebrny dread.. Patrycja - nieustraszona pogromczyni dzikich kocich bestii wyciągnęła do kota rękę i... rozległo się głośne mruczenie.. a następnie noszenie na rękach, głaskanie.. i tak to dziki kot okazał się być niewielkim skołtunionym ,wiecznie głodnym ,a przede wszystkim przesympatycznym młodym persem :)

Jak to zwykle w schroniskowych bajkach bywa, kot "sam z siebie przyszedł" pod schronisko
[bo w naszym okolicznym lasku aż roi się od dzikich persów,które same znajdują drogę pod bramę schroniska]  i oczywiście nikt go nie szuka... i tak trafił do Moniki..

Plaskata Mopka należy do tego typu kotów , które już przy pierwszym kontakcie budzą w człowieku niesamowitą potrzebę opiekowania się nimi..głaskania..tulenia..noszenia na rękach..i niepohamowaną potrzebę spełniania wszystkich kocich zachcianek :) Oczywiście poinformowałam wszystkich dookoła, że "CHCĘ PERSIAAAA!!!!"  no, ale stanęło na tym, że jedyne co to możemy sobie pogotować...


Zgodnie z życzeniem Moniki ugotowałyśmy  zupę cebulową z grzankami .


3 ogromne cebule [dwie czerwone i jedna biała]
kieliszek białego wina [najlepiej wytrawnego]
łyżka masła
około pół garści świeżego tymianku
łyżka suszonego czosnku niedźwiedziego lub posiekany mały ząbek świeżego
bulion warzywny [ok 1 litr ]
100 ml śmietany 18%
gruby plaster sera rubin lub bursztyn
sól,pieprz



Trzy ogromne cebule, pokroiłam w drobną kostkę. Ooooj się działo się działo.. wszyscy płakali..
tylko dzielny Pers nie płakała i bacznie obserwowała co robię :)
Posoloną cebulę wraz ze świeżym tymiankiem dusiłam na maśle przed około 10-15 minut.
[Trzeba uważać, żeby się nie przypaliła] podlałam kieliszkiem białego wina , dodałam pieprzu,czosnku i dusiłam około 5 minut. Całość zalałam bulionem, zamieszałam i przelałam do garnka, w którym zupa gotowała się około 15 minut na średnim ogniu,  na chwilę przed końcem dodałam drobno posiekany ser bursztyn oraz śmietanę.

W międzyczasie Monika pokroiła grubo chleb [ oj lubi duże kromki ;) ] ,posmarowała go wciśniętym czosnkiem i posypała startą mozarellą.

Powiem szczerze.. było pyyyyyyyszne ! :)





Wchodzi człowiek do kuchni i widzi takiego smutnego kota , z którym nikt nie gotuje..
No i jak tu stać bezczynnie?



Dzielna Persia Mopka jak stała tak stoi ,cebuli się nie lęka, łez też się nie boi :)


Nie ma to jak sobie ustawiać kompozycję, którą i tak zawsze zburzy koci kłak !


Rwała się Mopka do gotowania, aż ją musieli przytrzymywać !


Jeść jeść jeść !

                        Mop Vs tymianek... ostateczne starcie
 Skończyłyśmy późno, więc niewiele widać.. no ale żeby nie było

2 komentarze:

  1. No to mam przepis na kolejny obiad.U mnie asystują dwa ku(o)chciki, jestem ciekawa czy tez nie będą płakać przy krojeniu cebuli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponoć jak się cebulę namoczy w wodzie pięć minut przed krojeniem, to tak nie szczypie w oczy :)
    Miłego gotowania :)

    OdpowiedzUsuń